17. first, say you need me.
Ostatnio jakoś wcale nie mam weny ani pomysłu na pisanie... znaczy się, mam jakiś ogólny zamysł i wiem, co chcę napisać, ale kompletnie nie umiem jakoś ładnie ubrać tego w słowa. Dobra, miłego czytania.
Melody bardzo się zmieniła, odkąd wyprowadziła się z domu. Kiedyś była nieodpowiedzialna, nie myślała nad tym co robi i nie zastanawiała się jakie konsekwencje przyniesie jej zachowanie. Teraz wszystko się odmieniło. Coraz częściej rozmyślała do czego to wszystko prowadzi. Fakt, była szczęśliwa i nie chciała non stop analizować wszystkiego, próbowała nie przejmować się i korzystać z radosnych chwil, które zostały jej dane tu i teraz.
Tego dnia jednak znowu siedziała sama w pustym domu, bo chłopacy mieli kolejny koncert. Myślała o tym, żeby pojechać z nimi w trasę, ale chyba nie była jeszcze gotowa na to, by zobaczyć jak oni tam funkcjonują. Byłaby potem zbyt zazdrosna i stanowczo za bardzo martwiłaby się o Toma.
Wolała więc narazie czekać na nich w domu. Mimo tego, że nie znała nikogo w okolicy i miała tutaj niewielu przyjaciół, nie czuła się samotna. Teraz jednak, kiedy siedziała zwinięta w kłębek na jednym z balkonowych leżaków i wsłuchiwała się w zupełną ciszę, jaką niósł za sobą ten pusty dom, było jej najnormalniej w świecie smutno. Chwyciła za telefon i zadzwoniła do swojego chłopaka.
Jeden sygnał... drugi... trzeci...
'Odbierz...' - prosiła w myślach Mel.
- Halo? - w końcu usłyszała w słuchawce zaspany głos dredziarza.
- Hej... obudziłam cię? - zapytała zciszonym głosem.
- Ta.. znaczy nie, nie, kochanie, cieszę się, że cię słysze. Co słychać? - odpowiedział Tom, już trochę rozbudzony.
- Tęsknię za tobą. I to bardzo. - Melody nagle poczuła, że ma ochotę rozpłakać się do słuchawki. Choć nigdy nie zachowywała się tak emocjonalnie, dziś czuła, że jeśli się szybko nie opanuje, rozryczy się jak zdesperowana histeryczka.
- Melody... kochanie... też bardzo tęsknię. Ale niedługo wracamy, zobaczysz jak to szybko minie. - blondyn próbował podnieść ją na duchu.
- Ale to jest dopiero za całe dwa tygodnie, a ja umieram, naprawdę. Nie chcę... - Mel zawiesiła głos, by chłopak nie usłyszał, że lekko jej się załamuje. Wzięła głęboki oddech. - Nie chcę już więcej się z tobą żegnać na lotniskach. Zdecydowanie wolę mieć cię tutaj na codzień.
- Zobaczysz, jak wrócę wynagrodze ci wszystko... Muszę kończyć, zadzwonie wieczorem. Trzymaj się. - powiedział szybko chłopak, a Mel usłyszała tylko jakieś głosy w tle, a potem głuchy sygnał.
Dziewczyna zakryła twarz w dłoniach i głośno przeklnęła.
***
Blondynka stała na środku salonu i emocje strasznie ją rozpierały. Lada chwila przyjadą... W końcu, po tylu dniach odkąd nie widziała chłopaków, wracają. Od trzech dni planowała co będą razem robić, jak ich przywita, jak rzuci się im na szyje. Chciała wyglądać pięknie, więc specjalnie na tą okazję kupiła sobie prześliczną czerwoną sukienke, która idealnie podkreślała jej kształty. Zerknęła na duże lustro, wiszące na ścianie. Uśmiechnęła się szeroko. Zza zwierciadła spoglądała na nią wysoka blondynka, której oczy błyszczały ze szczęścia, duże usta same układały się w promienny uśmiech, burza falowanych, długich włosów opadała na pełne piersi, a nogi w wysokich szpilkach ciągnęły się aż do nieba. Tak, dokładnie tak chciała dzisiaj wyglądać. Spojrzała na srebrny zegarek na ręce. Minuty mijały, przeliczała czas, jaki zajmie taksówce na przejechanie tych kilkudziesięciu przecznic od lotniska do willi Kaulitzów. Ile jeszcze?
W końcu usłyszała podjeżdzający samochód, śmiechy i otwierającą się bramę. To oni! Miała ochotę wybiec z domu, ale postanowiła, że poczeka w środku. Usiadła na sofie i próbowała wywrzeć wrażenie znudzonej, obojętnej, bo nie wiedzieć czemu trochę wstydziła się tego, że widok Toma to jedyna rzecz o której myśli odkąd wyjechał. Głosy były coraz głośniejsze, słyszała kroki, aż w końcu zobaczyła otwierające się drzwi a w nich swojego chłopaka. Nie umiała się już powstrzymać...
- Tom!... - podbiegła do niego i skoczyła mu prosto w ramiona. Chłopak wyglądał tak cudownie, że nie była w stanie opanować swoich zmysłów. Pocałowała go tak namiętnie, że torby, które trzymał wypadły mu z dłoni.
- Nawet nie wiesz, jak tęskniłem... - wyjąkał dredziarz. - Boże, Mel, wyglądasz... jesteś... jesteś taka piękna i... - chciał powiedzieć 'i nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham' ale powstrzymał się. Ona mu jeszcze tego nie powiedziała, więc sam nie chciał zbyt szybko wyznawać jej, co czuje. Choć był tego pewny od samego początku.
- Hej! - usłyszała zza pleców Toma. Bill pociągnął ją za rękę i mocno przytulił.
Później przywitała się również z Gustawem i Georgem, którzy wnieśli siatki z tequillą i cytrynami.
Dziewczyna spojrzała na alkohol, który właśnie został położony na stół w salonie.
- Niespodzianka! Zamierzamy dzisiaj świętować i pić do upadłego - powiedział ze śmiechem George, który pobiegł do kuchni po kieliszki oraz sól.
Minęła chwila, zanim wszyscy zdążyli się nacieszyć swoim widokiem, przekrzykując się nawzajem i opowiadając po krótce jakieś zwariowane historie, które przydarzyły się chłopakom podczas krótkiej trasy.
W końcu usiedli na kanapach, Melody włączyła głośną muzykę i wznieśli pierwszy toast. Ich humory poprawiały się wprost proporcjonalnie do wypitego alkoholu.
- Melody, nawet nie wyobrażasz sobie jakich mamy fanów we Włoszech... - zaczął Gustaw, po czym wszyscy chłopacy zaczęli się śmiać... - to znaczy, jakich ma Bill..
- Ej, kurwa.. przestańcie znowu o tym... - odpowiedział czarny, udając poirytowanie, co jeszcze bardziej rozbawiło członków zespołu.
- Ale o czym? - blondynka spojrzała z zainteresowaniem na perkusiste.
- Od tygodnia tylko o tym gadają... - skwitował Bill i przechylił szklankę.
- No właśnie, bo ty jeszcze o tym nie wiesz, chcemy ci opowiedzieć... - George nie mógł opanować śmiechu. - a..ale od początku, wiesz, że nasz manager mówi trochę po włosku?
- Nooo? - uśmiechnęła się Mel.
- No więc, on zaczął Billa uczyć podstawowych zwrotów.. ale niezupełnie bo.. ale dobra, to zaraz, więc mieliśmy spotkanie z fanami... Po tym spotkaniu przed hotelem jeden fan podbiegł do Billa, padł na kolana i zaczął coś mówić w swoim języku, po czym wstał i pocałował go w usta..
- Ale fan.. to znaczy koleś, tak? - Melody zaśmiała się lekko.
- No tak, tak.. no i słuchaj.. zaczął go całować i coś mówić, na co Bill odsunął go od siebie i chciał być miły, a że do głowy przychodził mu tylko jeden zwrot, którego nauczył go John, to powiedział do niego 'Mi piace molto il sesso anale', co miało znaczyć "cieszę się, że mamy takich fanów", a znaczyło... - i tutaj wszyscy zaczęli śmiać się tak głośno, że nikt nie był w stanie dokończyć zdania... Wszyscy oprócz Billa...
- No co znaczyło? - Melody klepała Georga po ramieniu ze zniecierpliwieniem, ale nie dawało to skutków, bo nie umiał on wypowiedzieć ani słowa.
- Bill, co to znaczyło? - dziewczyna spojrzała rozbawiona na Billa, który siedział z pozornie skwaszoną miną, choć po wyrazie jego twarzy widać było, że jego samego również to śmieszy.
- Bill? - Melody nie dawała za wygraną.
- No... to tak naprawdę znaczyło "bardzo lubię seks analny"... - odpowiedział czarnowłosy, na co śmiech jeszcze bardziej się wzmógł, bo Melody dołączyła do ksztuszących się z rozbawienia chłopaków.
- A potem... - Gustaw jąkał się zabawnie.. - a potem dziwiłeś się, czemu ten koleś tak ochoczo chciał z tobą wejść do pokoju i jeszcze ciągnął cię do niego i nawet nie umiał przyjąć odmowy...
Ten wieczór zrekompensował Melody tygodnie spędzone samotnie. Kiedy widziała Gustawa i Billa zataczającego się lub wylegującego na kanapie, wydawała jej się to najzabawniejsza rzecz na świecie. Ci dwoje mieli koniec imprezy dużo wcześniej, niż George, Tom i Melody, którzy również byli wstawieni, i to bardzo, ale nie aż tak jak pozostała dwójka.
Cała trójka wyszła roześmiana, lekko się potykając, na taras, by zapalić. Po krótkiej chwili znaleźli się na drugim końcu ogrodu, leżąc na trawie. Melody podniosła się na łokciach...
- Chłopaki... prawda czy wyzwanie? - spytała uśmiechając się, bo przypomniały jej się stare czasy, kiedy będąc w liceum zrobiła przez tą głupią grę mnóstwo szalonych rzeczy.
- Prawda...! - krzyknął Tom.
- Jesteś tego pewien? Bo nie wiem czy będziesz gotowy na wyciąganie niewygodnych faktów ze swojego życia... - zaśmiała się.
- Jasne, przed wami tajemnic nie mam... - dredziarz spojrzał na dziewczynę uważnie..
- Więc... z iloma fankami przespałeś się po koncertach? - spytała wprost, zaciekawiona.
- Oooooo.... - George wydał z siebie dziwny dźwięk, po czym utkwił wzrok w gitarzyście..
- Eeee... - Kaulitz jąkał się.
- No mów, prawdę, dalej... - dziewczyna naciskała.
- No było ich parę...- zaczął chłopak.
-....naście chyba.... jeśli nie paredziesiąt.... - dokończył George.
Melody zaśmiała się.
- Bez przesady! Mam swoje zasady i nie sypiam z fankami, było ich dokładnie trzy. I wszystkie trzy to był wyjątek, poza tym, to było na samym początku naszej kariery, wszyscy tak robiliśmy... - bronił się dredziarz. - Dobra, to teraz ty Mel... prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie - odrzekła dziewczyna bez chwili namysłu...
- To co jej wymyślimy, Georgie?
- Zatańcz dla nas... - uśmiechnął się chłopak.
- Tylko tyle? - zdzwiła się dziewczyna.
- Ale tak... tak... erotycznie... - dodał po chwili basista, po czym otrzymał od Toma cios w ramię.
- Ała, za co to było? - brunet spojrzał na niego z wyrzutem.
- Uważaj sobie, to moja dziewczyna... podkreślam MOJA.. i tak tańczyć to ona może tylko dla mnie... - uśmiechnął się.
- Oj tam, nie umiesz się bawić... - Melody szturchnęła go palcem, po czym wstała, zdjęła szpilki i zaczęła się ruszać tak zmysłowo, że chłopacy zamarli na chwilę i patrzyli na nią z podziwem.
Tom wstał i wziął ją na ręce.
- Dobra, koniec już tych tańców, ja proszę o indywidualny pokaz - powiedział jej do ucha, a dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Dobra, to teraz Georgie... prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie! - krzyknął, otrzepując swoje spodnie z trawy.
- Dobrze.... więc... pocałuj Toma. Z języczkiem. - odrzekła.
Tom zaczął się krztusić..
- że co?!
- No, to co słyszałeś, nie udawaj, że nigdy tego nie robiłeś... - uśmiechnęła się zalotnie...
- A czy ja wyglądam na geja? - oburzył się brunet.
- Ej, przecież to miało być wyzwanie dla Georga, a nie dla mnie! - dodał dredziarz.
- Oj, dobrze... albo to zrobisz, albo... przegrywasz... I jesteś frajer.. - Melody pokazała mu język.
- Ja frajer? Ja? - George wstał.
Melody zaczęła się śmiać z jego nagłej zmiany postawy.
- Dobra, Tom, chodź tutaj... - chłopak wyciągnął ręce, zbliżył się i wsadził dosłownie język do gardła gitarzysty.
Melody patrzyła na nich szeroko otwartymi oczyma. Właśnie siedzieli przed nią dwaj przyjaciele, którzy całują się ze sobą tak namiętnie, jakby robili to właśnie z Megan Fox.
crush 2011-06-21 02:37:04
skomentuj (4)
16. there is nothing left to do.
Melody usiadła i zakryła twarz w dłoniach.
- Mel... - złość Toma zamieniła się w smutek. Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że cholernie nie chce jej stracić. Nie chce, żeby to wszystko skończyło się z tak głupiego powodu. Był o nią strasznie zazdrosny, i przez chwile wydawało mu się, że stracił do niej zaufanie, ale szybko rozwiał te myśli odtwarzając tą scenę i analizując ją dokładniej. To naprawdę Liam ją pocałował, a nie odwrotnie. Wiedział o tym. Mimo to zawiódł się na niej.
- Powiedz mi, czy naprawdę tak bardzo ci na mnie nie zależy, że nie potrafisz nawet wyjaśnić mi tego wszystkiego? - spytał. Melody podniosła głowę i spojrzała na niego. Westchnęła.
- Tom, ja nie wiem... nie wiem czego chce, robisz mi cały czas mętlik w głowie, cokolwiek byś nie zrobił. Zależy mi na tobie przecież, bardzo, tylko.... ja nie wiem, czy chce się pakować w to wszystko. - powiedziała z powagą w głosie.
- To teraz mi mówisz, że nie wiesz czy chcesz się w to pakować, kiedy jesteśmy już ze sobą? Czy ty w ogóle liczysz się z tym, co ja czuje? - rozłożył ręce w geście rozpaczy.
- Tu nie chodzi o ciebie, czy o mnie, tu chodzi o nas. Musimy chcieć tego samego równocześnie... - odpowiedziała. - A ja nie wiem, czy jesteśmy w stanie...
- Co masz na myśli? - przez głowę blondyna przeleciała setka złych przeczuć.
- Ja poprostu... nie wiem czy stać nas na poświęcenia... - Mel spojrzała na niego - ja umre z zazdrości, kiedy będziesz wyjeżdżał w trasy, umre nie widząc cię przez dłuższy czas...
- Przecież możemy sobie zaufać... - Tom usiadł obok niej i chwycił ją za rękę - nie chcesz o to walczyć? Chcesz tak poprostu się poddać, na starcie?
Melody spuściła głowę. Wiedziała, że czuje do niego coś, czego w życiu nie czuła do nikogo innego. Podniosła głowę i pocałowała go najmocniej, jak umiała.
Chłopak ją przytulił.
- Poradzimy sobie. Obiecuje ci, że sobie poradzimy.
crush 2011-04-27 01:02:44
skomentuj (3)
protect me from what I want.
Wszyscy trzej spojrzeli po sobie.
- Eee... czekacie na kogoś? - zapytał Tom.
Melody i Bill pokiwali przecząco głową.
- Dobra... ja otworze. - powiedziała Mel, po czym wstała i podeszła do drzwi. Otworzyła je z rozmachem i spojrzała ze zdziwieniem na chłopaka stojącego przed nią i uśmiechającego się szeroko.
- Liam?... - spojrzała na niego pytająco.
- Hej, mała. - brunet nachylił się i pocałował ją w policzek. - Jak tam? - uśmiechnął się.
- Kto to? - krzyknął Tom z salonu.
- Dobra, wchodź do środka... - Mel pociągnęła Liama za rękę, po czym podążyła w stronę bliźniaków.
- Ooo, hej! - krzyknął Bill widząc swojego przyjaciela. Wstał i podszedł do niego, podając mu rękę.
Tom zrobił kwaśną minę, lecz po chwili rozpromienił się i również przywitał się z Liamem. Brunet usiadł między Melody i Billem na sofie.
- To co, napijemy się piwa? - zaproponował czarnowłosy.
- Jasne, dobry pomysł. - odparł Liam. Melody uśmiechnęła się i pokiwała głową na znak, że ona również się napije.
- A ciebie to już nie muszę pytać, bo wiem, że i tak będziesz chciał... - rzucił Bill do swojego brata kierując się w stronę kuchni.
Melody zaśmiała się pod nosem. Uwielbiała ich braterskie stosunki, a ich kłótnie i dogryzające teksty zawsze ją śmieszyły.
- I jak tam impreza, Lee? - zapytał Tom, niby obojętnym tonem, choć w środku bardzo chciał dowiedzieć się od niego szczegółów.
- Ej, żałuj, że cię nie było... To był mój najlepszy wieczór od baaardzo dawna. W ogóle, Mel jest świetną tancerką. - Liam wyszczerzył się do blondynki. Tom zmierzył go wzrokiem. - Nie rozumiem, dlaczego pozwoliliście jej iść sobie samej na miasto, stary, przecież wiesz, że Berlin to nie żadna oaza spokoju i bezpieczeństwa...
- Tom wczoraj miał lepsze zajęcia niż imprezowanie - uśmiechnęła się Mel i spojrzała znacząco na swojego chłopaka.
- Właściwie to Melody jakoś specjalnie nie namawiała mnie, żebym poszedł tam z nią... w ogóle, nie wspominała nawet za bardzo, że wychodzi. - odparł Tom, lekko poddenerwowany.
- Dobra, dobra. A jak Max, żyje w ogóle? Przecież on wczoraj wypił chyba sto litrów wódki... - blondynka szybko zmieniła temat.
Liam zaśmiał się.
- Wiesz, rano z nim gadałem i nie był taki żywy, jak jest zwykle... Eee.. miał rozmowę z muszlą w łazience.
Mel roześmiała się głośno. Bill wrócił z kuchni z czterema zimnymi piwami i otwieraczem.
- Z czego się śmiejecie? - zapytał uradowany.
- Max się znowu wczoraj skończył... - powiedział Liam - i to tak, powiedziałbym, ostro.
Bill zaczął się śmiać.
- Ale to chyba żadna nowość, nie? - wtrącił.
Siedzieli w czwórkę i pili piwo, świetnie się bawiąc. Nagle do Toma zadzwonił telefon.
- Kurwa, to nasz manager... Czekajcie chwile... Halo? - odebrał, po czym wyszedł do innego pokoju.
- Bill, chodź tutaj na chwile..! - krzyknął blondyn, na co czarnowłosy momentalnie wstał i poszedł do brata.
- Wiesz co, świetnie się bawiłem wczoraj z tobą... - powiedział Liam, gdy został sam na sam z dziewczyną.
- Też się dobrze bawiłam. - Mel uśmiechnęła się. - Wiesz co, idę na papierosa. Idziesz ze mną?
- Jasne.
Liam i Mel wyszli tylnymi drzwiami na taras.
- Chcesz? - powiedziała blondynka, podsuwając do chłopaka paczkę miętowych linków.
- Nie, dzięki, nie palę. - Liam uśmiechnął się.
- Dobrze dla ciebie. - odparła Mel, po czym odpaliła papierosa.
- Palenie zabija - Liam odczytał napis, znajdujący się na paczce. - o boże, umrzesz Mel! - zaśmiał się, chwytając ją za ramiona.
- Na coś trzeba umrzeć. - skwitowała dziewczyna, patrząc na zachodzące słońce.
Liam spojrzał na nią badawczo.
- Nie jest ci zimno? - zapytał.
Blondynka miała na sobie tylko białą koszulkę na naramkach.
- Nie... jest okej. - odparła, spoglądając na niego.
- Nie kłam, masz gęsią skórkę na rękach... chodź...- brunet zdjął z siebie bluzę i założył na ramiona dziewczyny.
W chwili, kiedy okrywał ją, jego dłonie ztrzymały się na jej talii. Dziewczyna spojrzała na niego z poważną miną, po czym przeszedł ją dreszcz. Liam zbliżył się do niej, a jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko twarzy Melody. Dziewczyna nabrała powietrza. Chłopak pocałował ją, po czym przycisnął do siebie mocno.
- Co Ty robisz, kurwa? - na taras wybiegł Tom, odciągnął Liama od Melody i uderzył go pięścią w twarz tak, że przeciął mu wargę.
- Tom, przestań! - dziewczyna krzyknęła i próbowała odciągnąć dredziarza od bruneta.
- Ty jebany frajerze! Jak możesz całować się z dziewczyną swojego najlepszego przyjaciela! Wypiedalaj stąd! - Tom krzyczał, a złość rozpierała go od wewnątrz.
- Jaką kurwa dziewczyną? - krzyknął Liam, wypluwając krew i ocierając usta dłonią.
- Jak to jaką? Przecież my jesteśmy razem... - wrzasnął blondyn, zamierzając uderzyć go kolejny raz.
- Tom przestań! Przestań natychmiast! - Melody stanęła między chłopakami.
- A skąd ja miałem to wiedzieć?... Myślałem, że się przyjaźnicie... - powiedział Liam, już trochę spokojniejszym tonem.
- Nie powiedziałaś mu? - Tom zwrócił się do blondynki, miał furię wypisaną na twarzy.
Melody odwróciła wzrok.
- Dlaczego mu nie powiedziałaś?... - spytał po raz kolejny.
- Stary, ide stąd kurwa. Załatwiajcie sobie tą sprawę między sobą... - powiedział brunet, po czym szybkim krokiem skierował się w stronę drzwi.
Melody odwróciła się plecami do Toma. Chłopak chwycił ją za ramiona i okręcił w swoją stronę.
- Zostaw mnie... - dziewczyna wyrwała się z jego objęć.
- Zdradziłaś mnie, tak? To mi chciałaś wczoraj powiedzieć?... - powiedział Tom zdenerwowany, patrząc jej prosto w oczy z żalem i gniewem.
- Nie! Nie zdradziłam cię! - odparła Mel.
- Więc co to było? Dlaczego się z nim całowałaś? Dlaczego nie powiedziałaś mu wczoraj, że jesteśmy parą? - zarzucał ją pytaniami.
- Nie całowałam się z nim, to on mnie pocałował... - odparła.
- Ale ty oddałaś pocałunek, widziałem.
- To ci się kurwa wydawało... byłam wczoraj zła, to prawda, więc nie miałam zamiaru mówić mu, że jesteśmy razem, skoro wyszłam sama na imprezę.. poza tym byłeś z Natalie, nie pamiętasz już?
- Nie mieszaj w to Natalie, przecież wczoraj to sobie wyjaśniliśmy... Teraz chodzi o ciebie i Liama... - powiedział chłopak z pretensją w głosie. - Po co to wszystko? Powiedz mi szczerze, chcesz ze mną być czy nie? Bo nie mam siły ani czasu na jakieś głupie gierki z twojej strony... - mówił.
- Czyli traktujesz to wszystko jako grę, tak? Uważasz, że gram? - odpowiedziała Mel.
- Melody, nie zaczynaj znowu tych swoich zagrań, dobrze wiesz o co mi chodzi... Odpowiedz mi, chcesz ze mną być?
Mel westchnęła.
- Wiesz dobrze, że tak.
- To dlaczego to robisz? Melody, dlaczego? - w głosie Toma można było wyczuć wielki żal.
crush 2011-04-26 20:38:42
skomentuj (0)
14.
Przepraszam, że taka krótka, ale ostatnio nie mam totalnie czasu, żeby cokolwiek pisać! Miłego czytania :)
'Halo?' - wyszeptała ochrypłym głosem, nie otwierając nawet oczu.
- Wstałaś już? - usłyszała męski głos.
- Kto mówi...? - zapytała zdezorientowana. Nadal nie potrafiła się obudzić.
Usłyszała śmiech.
- Liam... - odpowiedział chłopak.
- A, cześć... - Melody ziewnęła głęboko, po czym pomrugała kilka razy oczami... - właśnie mnie obudziłeś.
Brunet znów się zaśmiał.
- I jak tam? - zapytał rozbawiony - dobrze się czujesz?
Blondynka zastanawiała się, skąd on ma taki dobry humor. Czy tylko ona miewa kaca po alkoholu?
Mel zakaszlała.
- Świetnie... - powiedziała niemrawo - oprócz tego, że jestem cholernie niewyspana i głowa mnie boli.
- Oj przestań się użalać, weź prysznic, zjedz śniadanie i wyjdź na świeże powietrze... - powiedział radośnie.
Dziewczyna westchnęła, podeszła do okna i rozsunęła zasłony. Słońce poraziło ją natychmiast.
- To kiedy następna biba, co? Imprezowiczko? - chłopak dodał po chwili.
- Ja nawet nie myśle o żadnej imprezie, nie dzisiaj... - odpowiedziała.
- Dobrze, dobrze... - Liam zaśmiał się lekko - ogarnij się trochę, a ja zadzwonie później, tak?
- Tak chyba będzie najlepiej - odparła półgłosem.
- To w takim razie do usłyszenia - powiedział chłopak.
- Narazie - szepnęła i rozłączyła się.
Blondynka otworzyła okno na oścież i nabrała w płuca świeżego, ciepłego powietrza.
- Kto dzwonił? - usłyszała za plecami głos obudzonego Toma.
Odwróciła się. Chłopak siedział na łóżku w bokserkach i przypatrywał jej się badawczo.
- Liam - odparła po chwili.
Na twarzy blondyna malował się wyraz zdziwienia.
- Czego chciał? - zapytał.
- Niczego, poprostu zadzwonił. Ide się wykąpać - Mel obróciła się na pięcie i weszła do łazienki.
Tom nie był zadowolony z faktu, że jakiś koleś wydzwania do jego dziewczyny. W dodatku tym kolesiem był jego przyjaciel.
Sięgnął po paczkę papierosów, po czym podszedł do okna i odpalił jednego. Zaczął zastanawiać się, co naprawdę działo się zeszłego wieczoru. Wiedział, że powinien ufać Melody, ale nie potrafił powstrzymać napływającej zazdrości. Miał ochotę zrobić jej scenę i zakazać spotykania się z tym chłopakiem ponownie, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma żadnych podstaw do rozpoczęcia kolejnej kłótni. Zaciągnął się głęboko. Będzie musiał odpuścić i pogodzić się z tym, że Melody ma prawo do własnego życia.
Dziewczyna stała pod strumieniem chłodnej wody, która trochę ją orzeźwiła. Nagle usłyszała dźwięk otwierających się drzwi do łazienki. Ktoś otworzył prysznic i wszedł do środka, łapiąc ją za biodra. Melody zadrżała.
Tom zaczął zlizywać wodę z jej szyi i ramion. Obróciła się. Spojrzała na chłopaka, który uśmiechał się do niej. Ujęła jego twarz w dłoniach i pocałowała. Woda oblewała ich twarze i ciała, wdzierając się do ich ust. Tom wlał na swoją dłoń trochę żelu pod prycznic i błądził rękami po ciele swojej dziewczyny, zostawiając na niej pianę.
Melody poczuła się odprężona i zrelaksowana, czuła również podniecenie pulsujące w dole jej brzucha. Miała ochotę kochać się z nim tu i teraz, ale mimo wszystko wolała jeszcze poczekać. Nie chciała oddawać się mu tak szybko ani konsumować tego związku po niecałych dwóch tygodniach.
Wspólny prysznic pozwolił zapomnieć im o wczorajszej kłótni i napiętej atmosferze między nimi. W dobrym humorze Tom i Melody zeszli na dół, by zjeść śniadanie. W kuchni zastali Billa, wyglądającego... niewyraźnie.
- Ohhh, widze, że ktoś tu wczoraj za dużo wypił... - zaśmiała się dziewczyna, muskając ramię Billa, którego twarz miała skwaszony wyraz.
- Nic mi nie mów... - zamruczał czarnowłosy, po czym chwycił butelkę wody i opróżnił duszkiem jej połowę.
- Ty rzeczywiście masz głowę jak chomik... - rzucił Tom w kierunku brata i uśmiechnął się.
- Spierdalaj - wysyczał Bill i chwycił się za czoło - coś mi zaszkodziło poprostu.
Blondyn zaśmiał się.
- Za każdym razem ci coś szkodzi - odparł.
Zjedli śniadanie, żartując jak zwykle.
***
Popołudnie zapowiadało się na bardzo leniwe, ale dzisiaj każdemu z nich to w stu procentach odpowiadało. Wszyscy trzej leżeli na kanapach i oglądali jakąś głupią komedię, co chwile śmiejąc się. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi...
crush 2010-12-30 02:37:31
skomentuj (11)
13.
Rozmawiali i śmiali się, a czas mijał niewiarygodnie szybko. Dołączyli do nich jeszcze inni przyjaciele Liama, których Melody od razu obdarzyła sympatią. Blondynka wypiła kolejkę i następną, i następną... Humor zaczął jej się poprawiać wraz ze zwiększającą się ilością alkoholu krążącego w jej krwi. Przestała przejmować się co w tej chwili robi Tom, czy podrywa swoją byłą dziewczynę i czy bawi się lepiej od niej. Muzyka zagłuszała jej myśli. Mel zapaliła papierosa i zaciągnęła się głęboko.
- A właściwie dlaczego nie ma tu z tobą ani Toma ani Billa? - zapytał Liam, spoglądając badawczo na dziewczynę - przecież chyba nadal mieszkasz u nich, prawda?
Blondynka przygryzła wargi, starając się znaleźć jakąś dobrą wymówkę. Szczere wyznanie na temat jej zazdrości i tego, że Dredziarz olał ją dla swojej byłej dziewczyny było ostatnią rzeczą, jaką chciała powiedzieć w gruncie rzeczy nieznanemu chłopakowi.
- Bo... żaden z nich jakoś nie chciał mi dzisiaj towarzyszyć... - powiedziała szybko. Ta odpowiedź nie zadowoliła jednak bruneta.
- Puścić taką dziewczynę samą w miasto o tej porze? To jakoś nie w ich stylu, nie wydaje mi się... - Liam zlustrował ją - z resztą, przecież jesteś ich przyjaciółką, naprawdę zostawili cię na lodzie?
- Oj, przecież nie są moimi rodzicami... - Mel przewróciła oczami - O! Moja piosenka! - krzyknęła, po czym wyciągnęła zdezorientowanego chłopaka na parkiet. Kołysała biodrami w rytm muzyki i kręciła się wokół Liama. Brunet patrzył na nią z nieukrywanym podziwem, ta dziewczyna zdecydowanie umiała się ruszać. Chwycił ją mocno i przyciągnął do siebie. Mel zauważyła pożądanie w jego oczach, które podsycał jeszcze alkohol. Uśmiechnęła się triumfalnie. Muzyka łączyła ich ciała i dusze w gorącym tańcu.
tymczasem u Kaulitzów
Zbliżała się czwarta nad ranem. Natalie dopiero co zbierała się do wyjścia, roześmiana i lekko wstawiona. Pożegnała się z Billem, ściskając go mocno i udała się w stronę czekającej przed bramą taksówki. Tom odprowadzał ją do pojazdu.
- Wasze życie musi być teraz idealne - zaszczebiotała - nawet nie wiesz jak wam zazdroszcze!
- To tylko pozory, ale fakt no.. nie narzekam... - Tom uśmiechnął się.
Dziewczyna zatrzymała się przed taksówką. Obróciła się w stronę chłopaka, opierając się o drzwiczki. Spojrzała na niego zalotnie.
- Tęskniłam za tobą, wiesz?... - szepnęła i zaczęła głaskać ręką jego tors.
- Nat... - zaczął Tom, lecz zawiesił głos. Brunetka zbliżyła się do niego, zamierzając go pocałować.
- Natalie, przestań... jesteś pijana... - blondyn odsunął ją od siebie zdecydowanym ruchem.
- Daj spokój, przecież wiem, że chcesz... - Natalie nie dawała za wygraną.
Chłopak otworzył drzwi samochodu.
- Wsiadaj - powiedział stanowczo i spojrzał na nią wyczekująco - połóż się spać, pogadamy innym razem.
Nat utkwiła w nim swój wzrok wyrażający rozczarowanie i gniew, po czym wsiadła do taksówki i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Chłopak westchnął. Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w stronę domu. Wszedł do środka, wbiegł po schodach i udał się z miejsca do pokoju Melody. Uśmiechnął się do siebie. Powoli otworzył drzwi i na palcach wkroczył do wnętrza. Rozejrzał się wokół siebie, po czym zapalił światło. W pokoju nie zastał jednak swojej dziewczyny.
- Mel? - krzyknął, lecz nie otrzymał odpowiedzi.
- Melody?
Dziewczyny nigdzie nie było. Zaczął biegać po całym domu, lecz na nic. Wparował do pokoju Billa, który już prawie spał.
- Bill, Melody zniknęła. Wyszła gdzieś, nie wiem... - zawołał gwałtownie.
- J-jak to wyszła? - Czarny ocknął się i spojrzał na brata.
- Normalnie, kurwa, nie ma jej nigdzie... - odparł zdezorientowany blondyn, po czym jak strzała wybiegł do salonu i chwycił swój telefon. Wykręcił numer dziewczyny. Pięć sygnałów. Cisza.
Ponowił próbę, lecz blondynka nie odbierała. Zadzwonił kolejny raz, i nic.
'Mel, gdzie jesteś, odbierz!' - napisał do niej, po czym kolejny raz wybrał jej numer.
Melody wracała do domu taksówką w towarzystwie Liama i Maxa. Cały czas śmiała się, a dobry humor jej nie opuszczał. Powoli nastawał brzask, nowy dzień się budził, mimo to nie czuła wielkiego zmęczenia. W końcu dotarła na miejsce. Pożegnała się z chłopakami i obiecała, że się odezwie. Wbrew pozorom ten wieczór był nawet udany.
Cicho wkroczyła frontowymi drzwiami do domu.
- Gdzie byłaś? - od progu jak piorun przywitał ją zdenerwowany głos Toma - Mel, dlaczego.. dlaczego nic mi nie powiedziałaś, że wychodzisz! Przecież mogło ci się coś stać, co ty sobie wyobrażałaś! - krzyczał na nią, po czym podszedł do niej i chwycił ją mocno za ramiona - Dlaczego nic nie mówiłaś?
Dziewczyna spojrzała na niego wrogo.
- Miałeś lepsze rzeczy do roboty, wcale nie obeszłoby cię to, że wychodze. - syknęła, po czym wyswobodziła się z uścisku chłopaka i ruszyła w stronę swojego pokoju. Tom podążył za nią i pociągnął ją za rękę.
- Co? Mel... gdzie byłaś? Czemu nie odbierałaś telefonu! Mogłaś chociaż napisać, cokolwiek... - zasypywał ją oskarżeniami.
Melody wyciągnęła telefon z torby.
- 4:09 pierwsze nieodebrane połączenie. 4:24 wiadomość... Oh, wcześnie sobie o mnie przypomniałeś. - uśmiechnęła się ironicznie.
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem o ciebie! - powiedział Tom.
- Martwiłeś się? Przez całą godzinę? - odpowiedziała - Niech zgadne, było tak: Natalie musiała wracać, więc gdy tylko opuściła dom poczułeś się samotny i poleciałeś do mnie. Zaskoczyło cię, że mnie nie ma, bo gdzie ja miałabym iść? Przecież miałam grzecznie leżeć albo spać, podczas gdy ty zabawiałeś się w najlepsze ze swoją byłą.. - wysyczała.
- O co ci chodzi? - spojrzał na nią zbity z tropu - Przecież wiesz, że cie kocham, a Natalie to tylko stara przyjaciółka... - tłumaczył.
- Przez tą przyjaciółkę nie istniałam dla ciebie przez pół dnia... - wyrwała się mu i zatrzasnęła drzwi do swojego pokoju.
- Melody... - zawołał Tom błagalnie, po czym westchnął głośno - przecież daj spokój, to nie powód do robienia takiej sceny... - wyjąkał.
- Do robienia sceny? Ja robie scene? - krzyknęła Melody wyraźnie wkurzona.
- Oj, nie o to mi chodziło... wiem, rozumiem, że możesz być zazdrosna ale przecież... - zaczął chłopak, lecz Mel przerwała mu w pół zdania.
- Tom, tu nie chodzi o zazdrość, ale o to jak mnie traktujesz! Nie ważne czy to była Natalie, Anna czy jakaś inna dziewczyna. Ty poprostu... zmieniasz się nie do poznania i przestajesz mnie zauważać! - Melody rozłożyła ręce w geście rozpaczy. Łzy napłynęły jej do oczu - nie mam zamiaru być niewidzialna po raz kolejny. A wystarczyła jedna dziewczyna, bym stała się niewidzialna dla ciebie.
Jej głos uspokoił się. Usiadła na łóżku, spuściła głowę, zdjęła buty i rzuciła je w kąt pokoju. Schowała twarz w dłoniach.
- Mel... skarbie, ja... nigdy nie byłaś i nie będziesz dla mnie niewidzialna, wiesz o tym... - chłopak powiedział łagodnie, po czym usiadł obok niej - ja... naprawde cię kocham. Uświadomiłem to sobie jeszcze bardziej, kiedy czekałem na ciebie, zastanawiając się, czy nic ci nie jest. Martwiłem się...
Melody spojrzała na niego.
- Powiesz mi chociaż gdzie byłaś? - spytał. Dziewczyna westchnęła.
- Na imprezie.
- Co? - zdziwił się. Zaczął wyobrażać sobie, jak mogła spędzić ten wieczór sama, w klubie, wśród pijanych facetów czekających na taką okazję. Poczuł się zazdrosny.
- Spotkałam Liama i Maxa, nie byłam sama. - skwitowała, odczytując jego myśli - Skoro ty mogłeś się dobrze bawić, to ja również.
- Prosze, nie zaczynaj znowu... - Tom przewrócił oczami.
- Czego mam nie zaczynać?.. - Melody znów się zbulwersowała.
- Mel, odpuść mi już tą Natalie.. dobrze wiesz, że między mną a nią nic nie ma i nie będzie. Za to ty miałaś milion razy więcej okazji, żeby mnie zdradzić, to ja powinienem być zły... - odpowiedział.
Blondynka milczała.
- Nie zrobiłaś tego, prawda? - zapytał szybko Tom, ze strachem w głosie.
- Nie. Nie zrobiłam. - odparła dziewczyna, po czym położyła się na łóżku.
Tom patrzył na nią przez chwilę z troską. Po jakimś czasie jego również dopadło zmęczenie nieprzespaną nocą i tą całą kłótnią. Ułożył się obok niej i wtulił głowę w jej włosy.
crush 2010-12-18 01:38:59
skomentuj (7)
12.
Leżała na łóżku zwinięta w kłębek z słuchawkami założonymi na uszach. Liczyła na to, że zaraz przyjdzie do niej blondyn, położy się obok i szepnie jej do ucha 'kocham cię'. Mijały jednak godzina, dwie, trzy, a chłopak nie przychodził. Mel w końcu zdecydowała się zejść na dół. Wyłączyła mp3, ześlizgnęła się z posłania i wyszła z pokoju. Z korytarza dobiegały ją śmiechy i głośne rozmowy. Zeszła powoli po schodach i stanęła u progu salonu. Zobaczyła, że trójka dawnych przyjaciół pije drinki, rozmawia i co chwile głośno chichocze. Bawili się świetnie, choć było już sporo po północy. Melody nie uczestniczyła w tej zabawie, co więcej, nikt nawet nie zwrócił uwagi, że stoi w drzwiach i przygląda się wszystkiemu z kwaśną miną. Dziewczynę zalewały fale gniewu, zazdrości i smutku na przemian. Dlaczego nie zaprosili jej tutaj? Czemu nikt się nią nie przejął? Tak nie może być! Nie będzie znosić widoku tej szczęśliwej trójki ani chwili dłużej... Odwróciła się na pięcie i bezgłośnie pobiegła do swojego pokoju. Weszła do łazienki, poprawiła makijaż, włosy, nałożyła na siebie kurte i ubrała wysokie buty. Chwyciła torebkę i złapała swój telefon. Popchnęła ciężkie balkonowe drzwi i wybiegła przez taras na ogród, po czym opuściła posesje Kaulitzów. Rozejrzała się wokół siebie. Było ciemno, ani jednej żywej duszy wokół a do centrum daleko. Westchnęła głośno. No trudno, przejdzie się kawałek, a potem wsiądzie w jakikolwiek autobus. Tak właśnie zrobiła. Jakieś dwadzieścia minut później już siedziała w autobusie, gapiąc się w szybę. Zauważyła kilku wesołych nastolatków, jadących na imprezę. Postanowiła, że pójdzie za nimi, i może trafi do jakiegoś klubu czy pubu, ponieważ sama nie znała okolicy prawie wcale. Autobus zatrzymał się na przystanku niedaleko centrum Berlina. Grupa znajomych wysiadła, a Mel podążyła za nimi. Pragnęła podsłuchać o czym rozmawiają, lecz potrafiła wyłapać tylko pojedyncze słowa, gdyż znała niemiecki na bardzo podstawowym poziomie. Pożałowała, że nie chciało jej się go uczyć w szkole. Śledząc wyraźnie podchmielonych nastolatków, w końcu trafiła do głośnego, zapełnionego pubu, którego wnętrze było utrzymane w stylu retro. Uczyniła pewny krok ku wejściu. Zatrzymał ją bramkarz, mówiąc do niej coś po niemiecku i pokazując pieczątkę. Musiała zapłacić za wejście, to oczywiste. Wyjęła z torebki banknoty i wręczyła je mężczyźnie, a ten nabił jej na nadgarstku logo.
Mel przedzierała się przez tłum mniej lub bardziej pijanych ludzi i próbowała dostrzec cokolwiek przez chmurę tytoniowego dymu. Ktoś gwałtownie złapał ją za ramię.
- Melody? - usłyszała męski głos za sobą, obróciła się gwałtownie. Zobaczyła za plecami wysokiego, przystojnego zielonookiego bruneta. Przyglądała się mu przez chwile, nie mogąc zgadnąć, skąd zna tą twarz.
- To ja Liam! Pamiętasz? Poznaliśmy się na imprezie u Billa i Toma! - chłopak próbował przekrzyczeć muzykę. W końcu Melody doznała olśnienia i przypomniała sobie wszystko.
- Tak! Tak, pamiętam cię! Cześć! - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek na powitanie.
- Jesteś sama? - zapytał brunet.
- Tak, jakoś tak wyszło, że sama... - odpowiedziała.
- No to super, może przyłączysz się do nas? Moi znajomi siedzą tam w rogu, na loży, widzisz? - Liam wskazał palcem na czerwoną sofę, na której siedziało dwóch chłopaków z dziewczyną. - Pamiętasz Maxa? Jest jeszcze mój kolega Lucas i jego dziewczyna Katia. - dodał po chwili.
- Jasne, czemu nie! - Melody zaśmiała się zadowolona, że nie będzie musiała siedzieć tutaj sama.
Udała się z Liamem do baru, zamówili trunki i skierowali się w stronę loży.
- Hej, słuchajcie, to jest Melody, moja znajoma - krzyknął Liam, wskazując na blondynkę. Melody uśmiechnęła się słodko i pomachała. Max od razu ją rozpoznał i odwazjemnił uśmiech, po czym przywitał się z nią buziakiem, a Lucas i Katia podali jej ręce i przedstawili się. Wszyscy byli dla niej bardzo mili i od razu poczuła się swobodnie w ich towarzystwie.
crush 2010-12-15 19:03:54
skomentuj (1)
11.
Minął dopiero tydzień, odkąd Melody i Tom byli oficjalnie parą, a dziewczynie wydawało się, jakby to były już wieki. Przywiązała się do Kaulitza tak bardzo, że aż ją to przerażało. Sama się sobie dziwiła. Przecież zawsze starała się być ostrożna, robić wszystko, byleby nikogo nie pokochać. Asekurowała się, żeby nikt jej nie zranił po raz kolejny. Nie przypuszczała, że to wszystko potoczy się tak szybko, że w ciągu dwóch miesięcy znajdzie nowych przyjaciół, dom i miłość. Pierwszy raz od dłuższego czasu czuła się naprawdę szczęśliwa.
Mel i Tom szli za rękę Ogrodem Chińskim. Dredziarz włożył na głowę kaptur, w nadziei, że nikt go nie rozpozna. Mijali alejki, klomby, orientalne budowle. Usiedli na ławce przy jeziorze.
- Dobrze mi z tobą - westchnęła Melody. Na jej twarzy malował się błogi uśmiech, jej włosy odbijały promyki jeszcze letniego słońca, które zniżało się ku zachodowi. Patrzyła na ludzi, którzy przechadzali się z wolna, robili zdjęcia, śmiali się.
Tom spojrzał na nią z czułością. Myślał o tym, jak bardzo ta dziewczyna zmieniła jego zachowanie, sposób myślenia, życie. Nauczyła go traktować kobiety z należytym szacunkiem. Przy niej czuł się wolny a zarazem wiedział, że jest za coś odpowiedzialny. Czuł się jej potrzebny i to sprawiało, iż zapragnął opiekować się nią w każdym momencie, nie chciał, żeby kiedykolwiek stało jej się coś złego. Dojrzał.
- Tom??? - kobiecy głos przerwał romantyczną chwilę. Chłopak gwałtownie odwrócił głowę. - Czy to naprawdę ty??
Przez chwilę przypatrywał się wysokiej, ładnej brunetce, stojącej przed nimi. Jej zielone oczy zalśniły.
- Na..Natalie? - powiedział z niedowierzaniem.
- To ty!! - zaśmiała się dziewczyna, a Dredziarz natychmiast wstał, nie zważając na Melody i uścisnął brunetkę.
- Co ty tu robisz? Kiedy ja cie ostatni raz widziałem!... Nie poznałbym cie! - szybko wypowiadał zdania, a w jego głosie można było wyczuć radość. Mel zdezorientowana tą sceną wstała i zmierzyła wzrokiem przybyłą. Tom jakby dopiero teraz przypomniał sobie o obecności swojej dziewczyny.
- Natalie, poznaj Mel, moją dziewczynę. Mel, to jest moja stara przyjaciółka z dzieciństwa, Natalie. - powiedział.
Brunetka przyglądała się Melody przez chwilę, lecz szybko przywołała na twarz uśmiech i wyciągnęła do niej rękę.
- Miło mi - skwitowała.
- Mi też.. - dodała Mel.
- Boże, Nat, mów, skąd się tutaj wzięłaś! Bill oszaleje, jak Cię tu zobaczy... - Tom znów zwrócił się do Natalie.
- Oh.. przyjechałam z rodzicami do babci i korzystam z chwili wolności. Nieczęsto można Cię spotkać w Loitsche. Pewnie już zapomniałeś o starych znajomych, co? - odpowiedziała radośnie, ten ton zaczynał denerwować Mel.
- Wiesz jak to jest.. praca, koncerty, wywiady... Z chęcią bywałbym tam częściej, ale niestety, nie moge. - westchnął chłopak - co dzisiaj robisz? Musisz koniecznie przyjść do nas, Bill ucieszy się, jak Cię zobaczy! - dodał wesoło.
I tak oto Natalie szła z nimi do willi, zajęta żywą rozmową z chłopakiem Melody o starych i teraźniejszych czasach. Mieli sobie widać dużo do opowiedzenia, bo nie dopuszczali Mel do głosu prawie wcale. Czasem udało jej się wtrącić zdanie do ich dyskusji, ale za chwilę znów milczała, przysłuchując się konwersacji na tematy, o których nie miała pojęcia. Bardzo ją to denerwowało, czuła zazdrość i złość zarazem. Nie tak wyobrażała sobie ten wieczór.
Kiedy cała trójka weszła do domu, Bill wydał z siebie okrzyk radości. Zaczął obejmywać się z Natalie i chaotycznie opowiadać w skrócie co się zdarzyło przez ostatnie pięć lat. Z ich rozmowy blondynka dowiedziała się paru rzeczy: Natalie zna się z chłopakami praktycznie od urodzenia, była ich sąsiadką oraz pierwszą dziewczyną Toma. Ich kontakt urwał się kilka lat temu, kiedy zespół zaczął robić karierę. Melody bardzo zdenerwował szczególnie ten przedostatni fakt. Czuła się trochę odrzucona, przyglądając się tej trójce starych znajomych, którzy najwyraźniej bardzo dobrze bawili się w swoim towarzystwie. Co z tego, że Tom siedział obok niej i co chwile łapał ją za rękę, za nogę. Wydawało się jej, że dla nich nagle zrobiła się niewidzialna.
- Wiecie co, źle się czuje, ide do góry się położyć - wykrztusiła, próbując ukryć frustracje.
- Nic ci nie jest, skarbie? Może czegoś potrzebujesz? - zapytał Tom z troską, obejmując ją. Natalie spojrzała na nią badawczo z kamienną twarzą.
- Nie, wszystko jest okej, musze tylko poleżeć chwile. - blondynka uśmiechnęła się, po czym szybko wstała, wyrywając się spod ramienia Dredziarza i pobiegła schodami do swojego pokoju. Tom odprowadził ją wzrokiem, z którego płynął lekki niepokój, lecz za chwilę powrócił do rozmowy z Nat.
Melody chwyciła nerowo swoją torebkę, wyrzucając całą jej zawartość na łóżko. Znalazła w końcu paczkę papierosów, których szukała. Otworzyła okno na oścież po czym odpaliła linka, którego trzymała w ustach. Usiadła na parapecie.
Szlag by to trafił. Wystarczyła jedna inna dziewczyna, a już chłopacy mają ją gdzieś. Co ona sobie wyobrażała?
Nagle poczuła ogromną pustkę, żal, smutek, powróciła do niej myśl, że znów jest sama na świecie.
crush 2010-12-04 02:18:41
skomentuj (1)
